X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]

się  nie można tego określić od razu: coś jak gdyby pisk, następne
dzwięki wymruczane chrypliwie.
A cóż to?
Zmiechy na sali? Pojedyncze, ale śmiechy.
Niebywałe, całkiem niezwykłe.
Neumann przerywa, tym razem dobrowolnie.
Następnie, z trudem odzyskuje naturalny ton: Kto ma coś do
powiedzenia?
I w odpowiedzi  rzeczywiście w odpowiedzi!  głos zupełnie inny,
wcale nie tutejszy, lecz w okolicy powszechnie znany:
Niech pan wraca do domu, tam może pan sobie dalej krzyczeć!
Młody wieśniak otwiera drzwi. To przecież chyba Hennig?
No, oczywiście, murarz Hennig. Saksończyk, dwadzieścia jeden
lat, zjawił się tu i osiadł w Moczyszkach, pracowity gość i zręczny,
ale z niemiłymi uwagami o chłopach: że krowa sra im masłem, a o
nowych władcach z drugiego brzegu: klub manifestantów; do tego zaś
jeszcze komentarz: wszyscy złożyli już zeznania o zadłużeniu. Takie i
jeszcze gorsze uwagi. Neumann mówi więc teraz to, co szanujący się
człowiek odpowiada na podobne chamstwa: Niech się pan uważa za
moralnie spoliczkowanego. A Hennig odpowiada spokojnie: A pan za
moralnie zastrzelonego. Dodając znany, zazwyczaj wyrażający pogardę,
nieprzyzwoity odgłos. Niejeden się od Henniga odsuwa, kiedy ten
wchodzi.
Ale na razie tu siedzi i nic sobie nie robi z tego, że draby Neumanna
ustawiły się na przedzie, twarzą do publiczności. Obok Henniga siedzi
Antanas, parobek z Moczyszek, chłop jak trzy dęby. Jak ten się tutaj
dostał? Czyż nie widzieliśmy go tylko co na wzgórzu?
Więc dalej, panie Neumann, ale niewiele już z tego wyjdzie. Co
przerwane, to przerwane, wątek zgubiony. A słuchacze zdążyli (i to jest
śmierć dla każdej oracji) przypomnieć sobie o swych potrzebach: teatr, a
jeszcze przedtem  piwo.
Zatem nieoczekiwanie marny koniec mającej zazwyczaj przebieg tak
doniosły demonstracji, jak od pewnego czasu nazywa się takie rzeczy,
koniec i kropka. Jeszcze tylko stwierdzenie Gottschalka: Komunistyczna
świnia. I znów fryzjer Berger: Tego sobie jeszcze wypożyczymy, jak się
ściemni.
Wczoraj Poczka, nieprawdaż? A dzisiaj Hennig. Ale chyba przez ten
czas było ich jeszcze kilku. Może chce pan zanotować, panie Berger, oto
karteczka.
A teraz teatr.
Schweissinger, przewodniczący komisji rozrywek w Kulturvereinie,
wychodzi naprzód. Ukłon przed panią dziedziczką, ale poza tym:
niemiecki Mąż.
Teraz klasyczne aktorki i aktorzy coś nam zaprodukują. O królowej
Luizie. Długo to ćwiczyli.
Tusz. I oklaski, bo kurtyna za wcześnie się rozsunęła i nauczyciel
Szymkus stoi tam jeszcze z młotkiem w ręku i zarzuconym na ramieniu
szalem, którego królowa Luiza szuka właśnie za sceną głośno i wyraznie:
Gdzież się to gówno podziało?
Oszaleć można, powiada rozgoryczony Szymkus do słuchaczy i
nawiewa ze sceny.
Jak wiadomo, zawsze tak bywa w teatrze.
Ale teraz się już zaczyna.
Mają nawet budkę suflera i z miejsca widać, kto w niej siedzi. Ponieważ
prezentor Kankelat wysuwa się z niej do połowy i kiwa zachęcająco w
stronę lewej kulisy.
Wreszcie nadciągają także damy Luizy w liczbie sześciu, gęsiego,
ale grzecznie trzymając się za ręce i zaczerwienione z onieśmielenia,
ubrane na bławatkowo, z wieńcami bławatków we włosach. Mają one
mianowicie powiedzieć prolog.
W ów przenajcięższy dla Prus czas
W jednym z pobliskich naszych miast,
Gdzie cześć niemiecka, honor, siła
Od dawna sobie mir zdobyła&
Tak się to zaczyna, tak idzie dalej.
Voigt przeniósł się jednak do sali. Warto się przyjrzeć. Także dzieciątka
pozbierano z łąki i wprowadzono do środka, teraz będzie coś ślicznego.
To pani Urbszat!  krzyczą dzieci z Wilkiszek, gdy wkracza na scenę
ochmistrzyni Voss. Poznały ją od razu, gdyż rozplótł się jej sztuczny
warkocz, to jej się zresztą wszędzie przytrafia.
Zatem ochmistrzyni wkroczyła, a pani Fr�hlich stoi tam już i mówi:
Moja kochana Vossunia.
A pani Urbszat odpowiada: Moja ukochana królowo.
Ma przygotować ukochaną królową na to, że prosty lud tęsknie jej
wypatruje. Ale królowa nie zdumiewa się tym bynajmniej, popada tylko
w rozmarzenie, przy czym rozskubuje bławatek.
A zatem musimy&  czy coś podobnego. Po czym obydwie
pośpiesznie zaczynają płakać i pani Urbszat odchodzi, by doprowadzić [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • projektlr.keep.pl

  • Drogi uĚźytkowniku!

    W trosce o komfort korzystania z naszego serwisu chcemy dostarczać Ci coraz lepsze usługi. By móc to robić prosimy, abyś wyraził zgodę na dopasowanie treści marketingowych do Twoich zachowań w serwisie. Zgoda ta pozwoli nam częściowo finansować rozwój świadczonych usług.

    Pamiętaj, że dbamy o Twoją prywatność. Nie zwiększamy zakresu naszych uprawnień bez Twojej zgody. Zadbamy również o bezpieczeństwo Twoich danych. Wyrażoną zgodę możesz cofnąć w każdej chwili.

     Tak, zgadzam się na nadanie mi "cookie" i korzystanie z danych przez Administratora Serwisu i jego partnerĂłw w celu dopasowania treści do moich potrzeb. Przeczytałem(am) Politykę prywatności. Rozumiem ją i akceptuję.

     Tak, zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych przez Administratora Serwisu i jego partnerĂłw w celu personalizowania wyświetlanych mi reklam i dostosowania do mnie prezentowanych treści marketingowych. Przeczytałem(am) Politykę prywatności. Rozumiem ją i akceptuję.

    Wyrażenie powyższych zgód jest dobrowolne i możesz je w dowolnym momencie wycofać poprzez opcję: "Twoje zgody", dostępnej w prawym, dolnym rogu strony lub poprzez usunięcie "cookies" w swojej przeglądarce dla powyżej strony, z tym, że wycofanie zgody nie będzie miało wpływu na zgodność z prawem przetwarzania na podstawie zgody, przed jej wycofaniem.