[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 To ja gram właśnie o życie, a on się bawi!" - pomyślał z goryczą i nagle przyszła mu do głowy
straszna, lecz przez swą potworność pociągająca myśl:  A może włączyć się do tej gry? Dlaczego
miałbym go oszczędzić? Przecież on też może sam wybrać swój los!".
Zadowolona mina  starego" działała na niego jak płachta na byka. Nie wahając się nawet chwili,
zdecydowanym krokiem podszedł do ojca. - Chcę z tobą porozmawiać -powiedział z determinacją.
- Jestem zajęty! - Torrucci rozmawiał właśnie z dwoma producentami. - Nie przeszkadzaj mi.
- To bardzo ważne!
Grymas gniewu przemknął po twarzy ojca.
- Przepraszam panów na chwilę! - Odstawił kieliszek i przeszedł kilka kroków. - Czego chcesz? -
zapytał, gdy stanęli w rogu sali.
- Mam poważne kłopoty!
- Czy chodzi o ten dług, o którym mi mówiłeś?
-Tak!
50
- Chyba poznałeś już moje zdanie!
- Nie mówiłem ci wtedy, że jestem winien te pieniądze mafii.
Torrucci przecząco pokręcił głową. - Kiedy rok temu zapłaciłem za ciebie sto osiemdziesiąt tysięcy,
obiecałem ci, że bez względu na to, co się stanie, nigdy więcej nie dostaniesz ode mnie pieniędzy na
hazard. Ty obiecałeś, że już nigdy mnie o to nie poprosisz.
- I przez ten rok dotrzymałem słowa! Ale teraz jestem przyparty do muru.
- Nie interesuje mnie to!
- Ojcze! Jeżeli nie oddam tych pieniędzy, oni mnie zabiją!
Torrucci odwrócił głowę.
- Wybacz synu! Gdybym dał ci teraz te pieniądze, wszystko zostałoby jak dawniej. To jedyna
metoda byś w końcu coś zrozumiał.
- Proszę cię, ojcze! - głos Tony'ego w niczym nie przypominał błagalnej prośby.
- Nawet teraz uważasz, że te pieniądze ci się należą. Nie czujesz najmniejszej skruchy.
- Tato zostawmy to. Jeśli pożyczysz mi tę kwotę, postaram się ją oddać w ciągu roku.
Torrucci roześmiał się. - W jaki sposób? Wygrasz w karty? A może obrabujesz bank?
- Zarobię! - powiedział twardo z trudem panując nad sobą.
- Sprzedając hamburgery?
- Nieważne! Proszę cię! Pożycz mi te pieniądze!
- Nie! Tony! Nie pożyczę ci ich!
Twarz Tony'ego wykrzywiła się w grymasie wściekłości i ochrypłym głosem mocno akcentując słowa
wyrzucił z siebie gorycz, frustrację i lęk, które nagromadziły się w nim w ciągu ostatnich tygodni.
51
- Jesteś skąpym, złośliwym draniem! Nie chcesz dać mi głupich dwustu tysięcy, chociaż dla
ciebie to mniej niż splunąć. Gówno cię obchodzi, co stanie się ze mną! Ważne jest to, że ty swoje
postępowanie uważasz za słuszne! Zawsze masz to cholerne przekonanie, że postępujesz słusznie!
Nigdy nie miałeś wątpliwości, prawda? Nawet wtedy, gdy zabiłeś matkę!
- Wiesz dobrze, że ona...
- Nienawidzisz mnie tak samo, jak nienawidziłeś jej.
- To nieprawda!
- Prawda! Nienawidziłeś jej za to, że chciała być wolna, że nie chciała ci się podporządkować, że
nie chciała patrzeć, jak niszczysz innych ludzi, jak niszczysz ją i siebie.
- Skończ!
- Ja też cię nienawidzę! Nienawidzę cię za to co zrobiłeś jej i co robisz mnie! Nie dość ci, że
zabiłeś ją, to teraz chcesz zabić mnie!
- Nie ja ją zabiłem! Zabił ją nałóg i chęć lekkiego życia. To ona dokonała wyboru, gdy odeszła z
jakimś żigolakiem! Z własnej woli zostawiła ciebie i Jessicę!
- Bo ją do tego zmusiłeś! Nie masz żadnych ludzkich uczuć!
Torrucci oparł się ciężko o ścianę i chwycił się za serce. Tony wykonał ruch jakby chciał mu pomóc, ale
 stary" powstrzymał go gestem. - Od dziś nie jesteś już moim synem! - powiedział cichym głosem! -
Wydziedziczę cię i pozbawię wszelkich praw do majątku. A teraz wynoś się!!!
Tony chciał coś jeszcze powiedzieć, ale rozmyślił się. Odwrócił się i rozejrzał wokół. Ich głośna
wymiana zdań przyciągnęła spojrzenia kilkunastu par oczu, ale gdy wzrok Tony'ego krzyżował się z
nimi, szybko umykały. Tony jeszcze raz zmierzył ich wszystkich wrogo i wyszedł.
Był wściekły. Chciał poprowadzić tę rozmowę spokojnie, ale ojciec go sprowokował. Spłata tego długu
znaczyła
52
dla  starego" tyle co nic, a on robił z tego wielki problem. W dodatku teraz ten stary skąpiec chciał
mu odebrać jego przyszłość. Nie zamierzał dać się tak wyrolować. Zamierzał działać.
Tak jak jego ojciec uważał, że powinien dostawać to wszystko, co jego zdaniem mu się należało. Pod
tym względem był nieodrodnym synem swojego ojca. Gotów był dążyć do celu po trupach i gdyby
Dominik Torrucci znał myśli swojego syna, mógłby być dumny; syn pod tym względem przerósł ojca -
zamierzał dopiąć swego po jego trupie.
Tony, podobnie jak ojciec, gdy podjął decyzję nie wahał się już dłużej. Zanim dotarł do domu miał już
gotowy plan.
Plan wymagał udziału jeszcze dwóch ludzi i Tony szybko zdecydował się na, jego zdaniem, właściwych
kandydatów.
Jednym z nich był Falstaff. Dwa lata wcześniej zabił człowieka w wypadku, a Tony pomógł mu uniknąć
kary. Poza tym był wystarczająco nikczemny i zachłanny, by zabić i wystarczająco tchórzliwy, by dać
się potem zastraszyć.
Drugim był Walter Quincy, dla którego wybrał mniej istotną rolę. Tony miał jednak wobec niego
pewne plany na przyszłość i chciał przygotować sobie właściwy grunt. Poza tym miał na Waltera tak
mocnego haka, że żal mu było go nie wykorzystać.
* * *
Następnego dnia Tony zaprosił Falstaffa na spotkanie w małym pubie. Wybrał to miejsce, ponieważ [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • projektlr.keep.pl