[ Pobierz całość w formacie PDF ]

pozę.
Usłyszała, jak Annabella wstaje i zbliża się do niej. Naprężyła plecy. Rzemień uderzył ją
poprzez majtki.
Zamknęła oczy.
Rzemień smagnął znowu, trochę niżej.
Następny trafił ją jeszcze niżej, w zagłębienie ud.
Josephine skoncentrowała się na razach.
Pragnęła kolejnego uderzenia, a rzemień za każdym razem wychodził naprzeciw jej
pragnieniu.
Opadł znowu.
Wiedział już teraz, jak to robić.
Uderzył kolejny raz.
Chwilami ból był wszystkim, a czasem w ogóle niczym. Tym razem nie był z niczym
związany. Musiała po prostu przez to przejść. A potem spotka się z dr Hazlem.
Rzemień uderzył po raz ostatni.
Josephine nie poruszyła się. Nie krzyknęła ani nie pozwoliła sobie na zaczerpnięcie powietrza
z bólu. Tyłek jej drżał. Czekała, przechylona przez oparcie krzesła.
- A teraz rózga - zadecydowała Annabella.
Oczywiście pamiętała swoją historię, swoją głupią historię, którą opowiadała, siedząc z tyłu
taksówki.
Czy musi się zmoczyć? Nie, nie zrobi tego.
Annabella zostawiła ją i podeszła do kredensu, który stał w rogu.
- Dostaniesz lanie rózgą - oznajmiła. - Cztery uderzenia na goły tyłek. Zsuń majtki.
Czy coś się zmieniło? W jej opowieści zdjęła je sama, czy zrobiła to pani Mapie?
119
Nie zawahała się. Sięgnęła za siebie i ściągnęła majtki w dół, do połowy ud.
Usłyszała westchnienie Annabelli.
- Kim jesteś? - padło pytanie.
- Lesbijką - odpowiedziała.
Rózga ze świstem przecięła powietrze. To było trochę jak bat, a trochę jak bicz.
Nieskończenie cienkie. Sprawiało mnóstwo bólu.
- Kim jesteś? - spytała ponownie Annabella.
- Miałam Roya - wyznała Josephine. - W lesie. Rózga opadła.
- Kim jesteś?
- Nikim!
Przy kolejnym uderzeniu wydała okrzyk.
- Kim jesteś?
- Jestem Josephine Morrow!
Czwarte uderzenie pochyliło ja wraz z krzesłem do przodu, prawie przewracając.
- Proszę wstać, pani Morrow.
Josephine stanęła na nogach i oparła się jedną ręka o krzesło. Druga pocierała bolący tyłek.
Spojrzała na kobietę, która sprawiła jej lanie.
- Musi się pani teraz rozebrać, pani Morrow - powiedziała Annabella. Znowu była po prostu
Annabella. Zdjęła profesorska togę.
Przez moment Josephine myślała, że Annabella również zamierza się rozebrać, ale ona po
prostu wepchnęła togę do kredensu wraz z rózgą. Josephine zdjęła ubranie. Stała goła,
grzeczna, z rękoma splecionymi z tyłu, na pulsujących pośladkach.
- To ty, Annabello - odezwała się. - Ty jesteś dr Hazel!
- Och nie, panienko.
Annabella otworzyła drzwi i wypuściła naga Josephine na korytarz.
- Ona na ciebie czeka - powiedziała.
ROZDZIAA 21
Na sąsiednich drzwiach nie było żadnego numeru. Annabella zastukała.
- Proszę - zawołał znajomy głos.
Annabella nacisnęła klamkę i wprowadziła Josephine do środka.
Znalazły się w przestronnym salonie z niewielka ilością mebli. Kilka miejsc do siedzenia
obitych było naturalnym rypsem. W pobliżu stał japoński stoliczek, na nim taca z herbaciana
zastawa. W rogu chromowany wózek, pełen czegoś, co wyglądało jak przyrządy chirurgiczne.
Na jednej ze ścian wisiało olbrzymie, okrągłe lustro w pozłacanej ramie, a na wszystkich
pozostałych malowidła. Francuskie okna były uchylone. Lekki wietrzyk z ogrodu poruszał
długimi do posadzki firankami.
Z kozetki podniosła się kobieta. Wyciągnęła na powitanie jedna rękę, w drugiej trzymała
olbrzymi, nadjedzony do połowy kawałek ciasta.
- Przepraszam za spóznienie, Josephine. Nie udało mi się przybyć wcześniej.
- Witam, dr Shepard - powiedziała Josephine. Dr Shepard uśmiechnęła się i przesunęła
wzrokiem z góry na dół po nagim ciele Josephine.
- Nazywaj mnie Hazel - powiedziała.
-Dr Hazel?
- Wszyscy tutaj nazywają mnie w ten sposób. Podejdz bliżej. Usiądz koło mnie.
- Nie, dziękuję - odparła Josephine. Delikatnie ścisnęła dłońmi pośladki.
Dr Shepard położyła jej rękę na ramieniu.
- Obróć się - rozkazała.
Josephine odwróciła się. Podniosła w górę race.
120
- Doskonale - stwierdziła dr Shepard. - Myślę, że sporo tutaj przeszłaś, prawda? - jej głos
brzmiał ciepło i sympatycznie.
- Nie wiem - odparła Josephine. - Nie dostałam jeszcze lania pantoflem. A znam chłopca,
którego mama biła drewniakiem...
- Możesz mieć tu wszystko, czego potrzebujesz, czy wiesz o tym?
- Dr Shepard obróciła Josephine i spojrzała jej w oczy, z dłonią nadal spoczywającą na
ramieniu. - Wszystko! Czy powiedzieli ci o tym? I jest tylko jedna zasada....
- Posłuszeństwo - powiedziała Josephine.
- Absolutne posłuszeństwo - potwierdziła dr Shepard, kiwając głową. Uniosła ręce i splotła
przed sobą palce obu dłoni.
- Mówią, że nauczyłaś się już tego.
- Istotnie, przekonałam się o tym - powiedziała Josephine z przejęciem.
Dr Shepard pokiwała głową.
- Przekonałaś się o tym - powtórzyła z naciskiem i badawczo się jej przyjrzała. - Widziałam
kilka z twoich taśm.
-Taśm?
- Tak. Niektóre. Na przykład tę z narady - twarz wykrzywił jej nagły grymas uśmiechu.
Zachichotała. - Niech to drzwi ścisną! - powiedziała.
Włożyła ostatni kawałek ciasta do ust i podeszła do tacy z zastawą do herbaty.
- Napijesz się?
- Mówiła pani, że mogę mieć wszystko co zechcę - przypomniała Josephine.
Dr Shepard, wciąż pochylona, spojrzała na nią niezdecydowanie. Wciąż jeszcze przeżuwała.
- A co ty chcesz, whisky? Kieliszek wina? Szampana?
- Chcę mieć tatuaż - powiedziała Josephine. Mimowolnie rzuciła okiem w kierunku stojącego
w rogu wózka.
Dr Shepard chrząknęła. Nalała herbaty i ukroiła plasterek cytryny. Wyprostowała się,
trzymając w dłoni filiżankę.
- Uczestniczysz już we wszystkim, co się tu dzieje. Więc po co tatuaż?
- Chcę należeć - odparła Josephine. Dr Shepard zerknęła na Annabellę i ponownie na
Josephine. Obie kobiety uśmiechnęły się.
- Wiedziałam, że będzie ci się tu podobało - powiedziała.
- Chcę tu wrócić - wyznała Josephine.
- Wrócisz Josephine, wrócisz. Josephine zwróciła się do Annabelli.
- Annabello, nie wypuścisz mnie stąd bez tatuażu, prawda?
- Nie, panienko - potwierdziła Annabella.
- Hazel - powiedziała Josephine, nalegając. - Dr Hazel, proszę.
- Na miłość boską! - dr Shepard pośpiesznie przełknęła dwa łyki herbaty. - Połóż się tutaj -
powiedziała, wskazując kozetkę. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
Annabella przysunęła wózek. Znajdował się na nim również sprzęt elektryczny. Josephine nie
zamierzała się temu przyglądać. Wpatrzyła się w obraz zawieszony nad kominkiem.
Przedstawiał grupkę melancholijnych pierrotów, siedzących na prostych, drewnianych
krzesłach, ustawionych w pobliżu gęstych zarośli. Jeden z nich miał na sobie karnawałową
maskę z ogromnym, haczykowatym nosem. Grał na małej gitarze.
Dr Shepard przetarła skórę między piersiami Josephine zwilżonym wacikiem. Josephine
poczuła w tym miejscu chłód.
- Poproszę o kawałek ciasta - powiedziała. Annabella ukroiła sporą porcję. Josephine
przysunęła ciasto do ust i prędko odgryzła kawałek.
- Czy to boli? - spytała.
121
- Tutaj nic nie boli - odparła dr Shepard. Zdjęła żakiet. Pod spodem miała bluzkę z krótkim
rękawem. Pochyliła się nisko nad biustem Josephine i jakimś warczącym narzędziem zaczęła [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • projektlr.keep.pl