[ Pobierz całość w formacie PDF ]

właściwie nie jest żadnym dowodem. Jednak na tle spławy Szerynga, jego kontaktów z NRF, wizyty
Strelki w tej właśnie kawiarni nabierały szczególnego znaczenia. Dodatkowym argumentem był
jeszcze lokal na Poznańskiej, noszący wszystkie cechy punktu kontaktowego.
Pułkownik Krawczyk siedział nadal bez ruchu. Znałem dobrze mego przełożonego i wiedziałem,
że w takich chwilach trzeba czekać cierpliwie na jego wypowiedź. W ten sposób minęły dwie może
trzy minuty. Wreszcie pułkownik odezwał się:
- Pójdziemy śladem łysego lokatora z Poznańskiej. Pokażcie zdjęcie Kuligowi, niech stwierdzi,
czy to ten emeryt z Olsztyna. Zainteresować się też willą w Wesołej. Musicie zdobyć konkretny
dowód istnienia szajki szpiegowskiej, bo to, czym dysponujecie w tej chwili, oparte jest jedynie na
domysłach i może być wynikiem zwykłego zbiegu okoliczności. Nie możemy wykluczyć, że Strelka
wypytywała znajome panie jedynie z babskiej ciekawości... O zdobytych dowodach meldujcie mi
natychmiast.
pojutrze. Dopiero na tej podstawie przekażemy sprawę Służbie Bezpieczeństwa... Jeśli się okaże, że
to jest afera szpiegowska...
Śladem łysego lokatora chciał pójść Lisiecki. Twierdził, że jest to jego odkrycie, jego własność.
I nie muszę chyba przypominać, że powinniście mi je dostarczyć jutro, najwyżej
Nie zgodziłem się na to.
- Robiąc zdjęcie na Poznańskiej, zbliżyłeś się do niego. Na pewno zwrócił na ciebie uwagę.
- Nawet jeśli mnie zauważył, to nie zapamiętał.
- Popełniasz poważny błąd, zakładając, że twój przeciwnik jest osobą bezmyślną i ograniczoną.
Lekceważysz go, a tym samym dajesz mu fory. Weź pod uwagę, że przestępca jest na ogół ostrożny.
Zwraca uwagę na szczegóły. W każdym człowieku widzi swego prześladowcę... Dlatego nie
pójdziesz śladami łysego pana. Udasz się do inżyniera Kuliga i pokażesz mu zdjęcie podejrzanego.
Ustalisz, czy jest to emeryt z Olsztyna, czy zupełnie nowa postać. Po powrocie dołączysz do ekipy
obserwującej willę w Wesołej. Zbierzesz jak najwięcej informacji ojej właścicielu i mieszkańcach...
Życzę szczęścia!
Przez cały prawie dzień nie działo się nic ciekawego. Nie lubiłem takiej sytuacji. Śledztwo w
toku, ważna każda minuta, a tu długie chwile oczekiwania. Już myślałem, że taki stan nieróbstwa
będzie trwał do końca dnia, gdy nagle jak piorun z jasnego nieba spadła wiadomość:
- Wywiadowca śledzący „łysego” w szpitalu!
Wskoczyłem do samochodu, który szczęśliwym zbiegiem okoliczności znalazł się na miejscu, i po
kilku minutach byłem na Komarowa. W portierni podano mi numer pokoju, w którym leżał
wywiadowca. Nim go odwiedziłem, zaszedłem do gabinetu lekarskiego. Młody, sympatyczny lekarz
uspokoił mnie:
- To nie jest groźny wypadek. Pacjent ma złamane dwa żebra... Może rozmawiać, ale odczuwa
dość silne bóle. Dlatego proszę nie przedłużać rozmowy.
Wywiadowca, starszy sierżant Rydzewski, dwudziestopięcioletni brunecik o sympatycznej
twarzy, pracował u nas dopiero dwa lata. Na mój widok uśmiechnął się blado.
- Co to było? - spytałem bez żadnego wstępu.
- Chuligani... Zaczepili mnie...
- Możesz opowiedzieć, jak do tego doszło?
Skinął głową.
- To był dobry punkt... Dużo drzew... Stanąłem pod jednym z nich. Ich było trzech... Gitowcy...
Najwyższy powiedział: „Frajer, daj stówkę, bo nas cholernie suszy”... - Odetchnął głęboko, wydając
z siebie syk bólu. - Sięgnąłem po „maciejkę”. Przepraszam, po ręczny miotacz gazu... Oni byli szybsi.
Cios w głowę, w brzuch. Kopali mnie. Straciłem przytomność... - znów syk bólu. - Ocknąłem się w
karetce pogotowia. Zabrali mi „maciejkę”.
Drzwi pokoju uchyliły się i do środka zajrzała pielęgniarka:
- Proszę już kończyć!
- Jeszcze jedno pytanie, siostro, i zaraz uciekam!
Pielęgniarka zniknęła za drzwiami.
- Ustaliłeś miejsce zamieszkania „łysego”?
- Tak. Willa na Promyka. Numer czterdzieści dwa - mówił z przerwami, głęboko oddychając.
- Trzymaj się, stary! Lekarz powiedział, że to nic poważnego! Do zobaczenia! Wpadnę do ciebie
za parę dni. - Z tymi słowami opuściłem pokój. Cóż właściwie mogłem mu jeszcze powiedzieć?
Podejmując pracę w milicji, każdy z nas zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie na niego
czyha. W każdej chwili ryzykuje życie. Czy to przechodząc obok wyrostków podochoconych piwem, [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • projektlr.keep.pl