[ Pobierz całość w formacie PDF ]
męski tors i ciemną głowę na poduszce obok niej.
To nie był sen erotyczny. To działo się naprawdę.
Kochała się z Curtem Mcintoshem.
- Nie śpisz? - zapytał bardzo cicho.
- Nie.
Peta wzdrygnęła się, kiedy usiadł i spojrzał na
nią z góry. Spowijała ich cisza pełna niewypowie-
dzianych słów i zapowiedzi zbliżającego się nie-
szczęścia. Kontrast pomiędzy targającymi nią
emocjami a rozleniwionym, zaspokojonym ciałem
dawał jej do myślenia.
- Przepraszam - odezwał się Curt bezbarwnym
głosem. - Zwykle nie tracę nad sobą kontroli.
Chyba nie potrafiłby skrzywdzić jej bardziej.
Musiał być wściekły na siebie, że kochał się z ko-
bietą, której nie ufał. A może nie? Może uważał seks
za zwykłe zakończenie wieczoru. Z jakąkolwiek
kobietą.
125
S
R
- Ja też przepraszam - zawtórowała mu za-
chrypniętym głosem. - Co robisz w moim łóżku?
- Spałem, dopóki nie zaczęłaś się wiercić.
- Ale teraz już nie śpisz.
- Więc chciałabyś, żebym oddał ci twoje łóżko.
- Nie jest moje.
Curt odrzucił kołdrę i wstał. Na jego widok
zawładnęło nią gorączkowe podniecenie. Usiadła,
przyciągając prześcieradło do piersi. Tymczasem on
zaczął zbierać z ziemi swoje rzeczy.
- Nie jestem przyzwyczajona... do dzielenia
łóżka z drugą osobą.
- Zdążyłem się zorientować. - Jego głos był
lodowaty. - Musimy porozmawiać, ale nie teraz.
Zobaczymy się na śniadaniu.
Bezszelestnie opuścił pokój. Peta została sama, a
piekące łzy napłynęły jej do oczu
- Ostatnia noc niczego nie zmienia - oświadczył
Curt stanowczo. -Zostaniesz tutaj, dopóki nie
pozwolę ci odejść.
Po bezsennej nocy dzień nie przyniósł Pecie
ukojenia.
- A kiedy to będzie?
- Kiedy Ian zyska pewność, że nie jesteś już nim
zainteresowana.
- Czy nie przyszło ci do głowy, że nawet po
zakosztowaniu luksusu u twojego boku zaraz po
powrocie pobiegnę do Iana i powiem mu, że to był
126
S
R
błąd i że naprawdę kocham tylko jego? - wycedziła
przez zaciśnięte zęby.
- Oczywiście, że przyszło. Ale nie znasz Iana,
jeśli sądzisz, że przyjąłby cię z powrotem.
- Mam nadzieję, że twoja siostra zdaje sobie
sprawę, jak wiele ci zawdzięcza.
- Nie mieszaj jej do tego. - Na wzmiankę o
Gillian wyrósł między nimi potężny mur. - Poza tym
musimy porozmawiać o czymś zupełnie innym -
dodał po chwili tym samym mrożącym krew w
żyłach tonem.
- O czym?
- Byłaś dziewicą, prawda?
To nie było pytanie, a jego surowy wzrok oraz
ton ostrzegał przed ewentualną próbą protestu. Peta
pobladła. Wlepiła oczy w filiżankę z herbatą, żału-
jąc, że nie zdecydowała się na kawę. W tej chwili
przydałoby jej się zdecydowanie więcej kofeiny.
Mruknęła pod nosem kilka niezrozumiałych słów.
- Nie musisz odpowiadać - przerwał jej szorstko.
Cisza wokół nich stała się prawie namacalna.
Nagle Curt postanowił ją przerwać.
- Przepraszam.
Aagodność w jego głosie całkiem wytrąciła ją z
równowagi.
- To nie powinno było się wydarzyć - kon-
tynuował. - Na szczęście nie zapomniałem o za-
bezpieczeniu.
127
S
R
Te prozaiczne słowa dotknęły ją do żywego.
Pomyślała, że dłużej nie zniesie jego aroganckiej,
niezachwianej pewności siebie. Może i jej pragnął,
ale mimo to musiał przeprosić za utratę swojej
fantastycznej samokontroli.
- Nawet gdybyś zapomniał, nic nie mogło się
wydarzyć. To bezpieczny okres.
- Więc nie masz się czym martwić. - Zerknął na
jej talerz. - Zjedz coś. Nie polecam żeglowania na
pusty żołądek. Co przypomina mi, że jeśli masz
chorobę morską, powinnaś wziąć tabletkę.
- Nigdy nie pływałam łodzią, więc nie wiem.
Ponownie zapanowała cisza. Kiedy stała się nie
do zniesienia, Peta spojrzała na niego. Curt wpat-
rywał się w nią jak zahipnotyzowany.
- Nie mieliśmy pieniędzy na łódz... - zaczęła
grobowym głosem. - Pewnie jestem jedyną Nowo-
zelandką, która nigdy nie żeglowała.
- Cierpiałaś kiedykolwiek na chorobę lokomo-
cyjną? - zapytał bez cienia troski.
- Nie.
- W takim razie pewnie nic ci nie będzie.
Zniadanie zamieniło się w drogę przez mękę,
podczas której wmuszała w siebie jedzenie, prze-
żuwała bez rozkoszowania się smakiem i połykała
bez przyjemności. Po wypiciu kolejnej filiżanki
herbaty uciekła do swojej sypialni.
Jeśli dalej miała cierpieć katusze, musiała stawić
czoło prawdzie. Kochała Curta, a on jej nie.
128
S
R
Miłość oznaczała podporządkowanie się drugiej
osobie, ale przecież Curt nie oczekiwał, że będzie
potakiwała mu w każdym temacie. Bardzo różnił się
pod tym względem od jej ojca.
Z pewnością miał dominujący charakter, ale jego
dominacja opierała się na wierze we własne umie-
jętności i możliwości, podczas gdy jej ojciec przez
całe życie musiał czuć się wyjątkowo niepewnie.
W końcu uznała, że szukanie wymówek dla
Curta niedługo wejdzie jej w nawyk. Chwyciła torbę
i ruszyła do drzwi. Czas pokaże, co naprawdę do
niego czuła. Jeśli tylko pożądanie, zapomni o nim,
jak tyko odzyska wolność. A do tego czasu musiała
trzymać się w ryzach. Może seks z nim był iście
magiczny, ale na pewno niewart konsekwencji.
Pukanie do drzwi wyrwało ją z zamyślenia.
- Gotowa? - zawołał Curt.
- Gotowa.
Unosząc dumnie głowę, otworzyła drzwi i wy-
szła mu na spotkanie.
Na miejscu okazało się, że nie czeka na nich
ogromny jacht z załogą i pokładem pełnym gości z
wyższych sfer, a jedynie długi, elegancki slup
należący do przemiłej pary w średnim wieku, Douga
i Mary Andersonów, z którą Curt najwyrazniej się
przyjaznił. Może uznał, że nie była gotowa spędzić
całego dnia w towarzystwie elity?
129
S
R
Pewnie tak. I choć ta myśl ją zabolała, ostatecz-
nie cieszyła się, że w końcu może się odprężyć,
oczywiście na ile pozwalała bliskość Curta. Ilekroć
spoglądała w jego stronę, odżywały wspomnienia z
minionej nocy, rozbudzając emocje, które nigdy nie
powinny były dojść do głosu.
Opuścili marinę na silniku, a potem Mary chwy-
ciła w ręce ster, podczas gdy Curt i Doug postawili
żagle i przywiązali liny. Zachwycona trzepotem
żagli, Peta rozejrzała się po przystani pełnej prze-
różnych jachtów.
- To takie wspaniałe - zachwyciła się. Mary
Anderson roześmiała się.
- No proszę, mamy tutaj prawdziwą neofitkę -
zwróciła się do Curta. - Ale lepiej nie wypływaj z
nią w zimny, wilgotny dzień, zanim na dobre nie
pokocha żeglowania.
Do nastania zimy po tej farsie nie pozostanie
nawet wspomnienie, pomyślała Peta ze łzami w
oczach.
- Zejdę na dół i przyniosę herbatę - powiedziała
Mary.
Peta zerwała się na równe nogi.
- Może przyda ci się pomoc?
- Nie zawracaj sobie głowy. Lepiej zostań i po-
dziwiaj widoki.
Peta usiadła niechętnie obok Curta w kokpicie.
- Nadal nie wiem, na jakiej zasadzie funkcjonuje
jacht - rzuciła pośpiesznie, nie zważając na to,
130
S
R
[ Pobierz całość w formacie PDF ]